
Trizondal jaki jest, każdy widzi. Tak żałosnego poziomu aktywności w całej jego historii sobie nie przypominam (nawet I Królestwo, gdzie działało trzech obywateli, w porównaniu do dzisiejszego marazmu, tryskało życiem). Piszę więc ten artykuł w nadziei, że trochę przyczyni się on do poprawy sytuacji lub przynajmniej pokaże, że nadal stać mnie na coś konstruktywnego.
Ten wpis pragnę poświęcić w całości genezie swojej znikomej aktywności, którą to od dłuższego czasu można opisać funkcją malejącą. Mam nadzieję, że skłoni to również innych obywateli do podobnych rozważań. W moim przypadku można wyróżnić trzy czynniki wpływające na taki stan rzeczy: uczucie wypalenia, frustracja spowodowana małą aktywnością innych oraz studia. Kolejność jest tutaj nieprzypadkowa.
Punkt pierwszy, czyli uczucie wypalenia towarzyszy mi od czasu upadku RSiT, ale pojawiało się już wcześniej. O ile jednak w czasach dobrego prosperity udawało się je przezwyciężyć, rzucając się w wir różnych inicjatyw, które nie były obojętne dla społeczności, o tyle teraz nie jest to już takie oczywiste. Ba, stan kompletnej bezczynności stał się dla mnie zwyczajną codziennością. Szczerze mówiąc nie wiem jak z tym walczyć, nie odczuwam żadnej przyjemności z działania w jakiejkolwiek strukturze mikroświatowej, gdyż przerobiłem już chyba wszystkie schematy ich funkcjonowania. Przeżyłem monarchie, demokracje, unie, wzloty, kryzysy, sztuczne gospodarki, rozgrywki sportowe, działalność medialną itd. itd. Przeżyłem w mikronacjach chyba wszystko co da się przeżyć, więc wątpię by cokolwiek jeszcze mnie zaskoczyło.
Na uczucie wypalenia zapewne składa się także nieuchronnie upływający czas. Mam prawie 20 lat, a gdy zaczynałem swoją przygodę z mikroświatem miałem ich 14. Rzeczą oczywistą jest, że nastoletni gówniarz w inny sposób odbiera wszelkie innowacje, z większym zaciekawieniem wstępuje w nowe otoczenie. Choć nie zawsze musi tak być, w końcu starzy wyjadacze nadal działający w Sarmacji do młodzieniaszków nie należeli od samego początku. Być może ja nie mam w sobie już tyle dziecięcej fantazji.
Punkt drugi, czyli frustracja z aktywności innych chyba nie wymaga szerszego komentarza. Jeżeli ktoś olewa to co robię i nie potrafi docenić nakładu pracy jaki został włożony w dany projekt, skutecznie zniechęca mnie do dalszego działania. W Trizondalu najwyraźniej wywiązała się z tego cała reakcja łańcuchowa, gdyż wszyscy zniechęciliśmy się do robienia czegokolwiek. Oczywiście są wyjątki, np. Marcel czy Tomek. Jednak podejrzewam, że jeżeli taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, to i oni rzucą wszystko w diabły.
Ostatni czynnik czyli studia ma najmniejsze, choć nadal dość spore znaczenie. Myślę, że do malejącej funkcji aktywności, o której wspomniałem na początku można by sporządzić inną funkcję o odwrotnym przebiegu opisującą nakład obowiązków w życiu realnym. Kiedy zaczynałem życie w mikroświecie uczęszczałem do gimnazjum, więc miałem naprawdę sporo wolnego czasu. Obecnie jest go makabrycznie mało, zwłaszcza przed sesją, więc i moja aktywność ogranicza się głównie do zdawkowego komentowania działań (lub raczej ich braku) innych.
No i to chyba tyle. Jeżeli ktoś w naszym kochanym Trizondalu zdobył się na przeczytanie tego artykułu to bardzo mi miło. Być może ktoś zobaczy w nim odbicie samego siebie i znajdzie jakąś receptę na poprawę sytuacji. Ja niestety nie potrafię wymyślić nic.
Marcin Sokołowicz